Jak dobrać kolory do salonu

Aus daten-speicherung.de
Zur Navigation springen Zur Suche springen

Kiedy brakuje miejsca na klasyczną szafę, stawiam na otwarty system z drążkiem i półkami. W jednym z mieszkań zamontowałam moduły z IKEI na całej ścianie przy łóżku, ale bez drzwi – zamiast nich zawiesiłam zasłonę z tapicerki welurowej w kolorze taupe. To dało wrażenie przytulności i ukryło bałagan, a welur jest łatwy w czyszczeniu. Ważne, żeby drążek był na wysokości 170 cm, bo wiszące sukienki nie będą ciągnąć się po podłodze. Półki na składane rzeczy zrobiłam z sosnowych desek pomalowanych białą farbą. System kosztował mnie 400 zł, a wygląda jak zabudowa na wymiar. Tylko pamiętaj o oświetleniu – listwa LED zamontowana pod górną półką robi robotę.

Ostatnia rada – nie bój się mieszać funkcji. W jednym projekcie połączyłam garderobę w sypialni z kącikiem do makijażu. Na ścianie zawiesiłam lustro z oświetleniem LED, a pod nim blat z szufladami na kosmetyki. Ubrania wiszą po obu stronach, a na środku stoi pufa z pojemnikiem na pościel. To miejsce stało się sercem sypialni, gdzie rano się ubieram, a wieczorem czytam książki. Wszystko jest pod ręką, a pokój nie wygląda jak magazyn. Pamiętaj, że najważniejsze to dostosować rozwiązania do swoich nawyków. Ja na przykład nie składam bluzek – wszystkie wiszą, bo to oszczędza czas. Znajdź swój sposób i nie sugeruj się gotowymi schematami z katalogów.

Pamiętam, jak wprowadzałam się do swojego pierwszego mieszkania i marzyłam o pokoju pełnym regałów z książkami. Rzeczywistość zweryfikowała te plany - miałam 35 metrów kwadratowych, a każdy centymetr był na wagę złota. Zamiast osobnej biblioteki musiałam pogodzić funkcję wypoczynkową, sypialnianą i przechowywania literatury. Okazało się, że zamiast stawiać na osobne meble, lepiej wybrać coś, co łączy kilka zastosowań. Szukałam więc rozwiązań, które pozwolą mi mieć książki pod ręką, ale nie zdominują całej przestrzeni. I wtedy trafiłam na pomysł, który zmienił wszystko - postawiłam na meble wielofunkcyjne z wbudowanymi półkami.

Gdy planujecie zakup, zwróćcie uwagę na szerokość marszczenia. Zasłony i firany powinny być dwa do trzech razy szersze niż okno, inaczej będą wyglądać jak naciągnięte na wieszak. Ja przy moim oknie o szerokości 120 cm wzięłam tkaninę o szerokości 240 cm i efekt jest puszysty, elegancki. Do tego dobrałam karnisz z mosiężnym wykończeniem, który pasuje do starych klamek w moim mieszkaniu. Unikajcie plastikowych karniszy – szybko się odkształcają pod ciężarem grubych zasłon. Lepiej zainwestować w metalowy lub drewniany, który utrzyma nawet tapicerkę welurową z dodatkową podszewką. Pamiętajcie też o odległości od ściany – jeśli okno jest blisko kaloryfera, zostawcie 5 cm przerwy, żeby ciepło mogło swobodnie krążyć.

Często słyszę od klientek: „Nie mam gdzie postawić wersalki dla gości, a chcę mieć garderobę". Rozwiązaniem jest kanapa z funkcją spania, która w dzień służy jako siedzisko, a w nocy zamienia się w łóżko. Wybrałam model z materacem piankowym 16 cm na stelazu listwowym – rozkłada się jednym ruchem, bez wyjmowania poduszek. Pod siedziskiem jest skrzynia na pościel, co daje dodatkowe 100 litrów przestrzeni. Postawiłam ją pod oknem, a nad nią zamontowałam półki na książki i bibeloty. Dzięki temu garderoba w sypialni nie musi być osobnym pomieszczeniem – wystarczy wykorzystać każdy kąt. Moja siostra ma podobny układ i chwali sobie, że goście śpią wygodnie, a ona nie traci metrów na szafę.

W kuchni, gdzie gotuję codziennie, zasłony i firany muszą być praktyczne, bo para i tłuszcz osadzają się na wszystkim. Zrezygnowałam z długich firanek na rzecz krótkich, sięgających do połowy okna – tzw. kawiarnianych. Wybrałam poliester z domieszką lnu, który łatwo uprać w pralce i który nie blaknie od słońca. To rozwiązanie sprawdziło się też w łazience, gdzie wilgoć jest zmorą. Unikajcie tam ciężkich zasłon, które szybko pleśnieją. Zamiast tego postawcie na rolety wodoodporne, ale jeśli zależy wam na tradycyjnym wyglądzie, wybierzcie firany z mikrofibry – schną błyskawicznie i nie wymagają prasowania. Pamiętajcie, żeby mierzyć okno przed zakupem – ja dwa razy kupiłam za krótkie firany, bo zapomniałam doliczyć zapas na agrafki.

Kiedy zaczynałam przygodę z urządzaniem własnego mieszkania, myślałam, że wybór kolorów do salonu to prosta sprawa. Szybko się przekonałam, że to jedna z tych decyzji, która potrafi spędzać sen z powiek na tygodnie. Pamiętam, jak stałam w sklepie z farbami, trzymając kilkanaście wzorników i czułam się zagubiona. Klientka, która przyszła do mnie po poradę, miała podobny problem – jej salon był wąski i ciemny, a ona chciała go optycznie powiększyć. Zaczęłyśmy od analizy światła. To kluczowa sprawa, bo to, co wygląda świetnie w sklepie, w twoim wnętrzu może być zupełnie inne.